W zeszłym tygodniu niestety nie zdążyliśmy, ale dziś ze sporym zapasem czasowym dojechaliśmy nad rzekę.
Bycie morsem zawsze wydawało mi się dziwne, kuriozalne ale takie pozytywne. Gdy cała plaża zapełniła się "golasami" w fikuśnych czapach mimo, że opatulona od stóp do głów poczułam się jak w innej rzeczywistości.
Poczułam jak i mi buzuje energia a w żyłach krążą endorfiny.
Czasem tak jest, że będąc obserwatorami jakiegoś wydarzenia pragniemy zostać jednym z uczestników.
Patrzyłam z zazdrością, uśmiechem i podziwem.
A między kapturem a chustą widać mi było tylko oczy;]









