Trasa wstępnie zaplanowana, realizacja drugi dzień świąt.
Pobudka o 5, za oknem 4 stopnie na plusie, leje deszcz, wiatr urywa głowy. Ale wychodzimy z założenia, że jedziemy. Bo jeżdżąc w domu palcem po mapie nigdy nie poczuje się smaku wycieczki, zawsze będzie jakieś "ale", pogoda, nastrój, inne plany.
Blisko zaplanowanej lokalizacji zaczepiamy mieszkańców, kierują nas w żubrowe rejony. Kluczymy przez godzinę, bezowocnie. Spotykamy jedynie łanie.
Ale szkoda wracać do domu, trasy alternatywne jakieś są w głowie. Zahaczamy o kolejne wsie, gdy w końcu naszym oczom na mapie ukazuje się Grzybowszczyzna. W zasadzie nie było jej w planie, nie zauważyliśmy jej na mapie wcześniej.
Ale jak być tak blisko i nie pojechać do miejsca gdzie prorok Ilja zstąpił z nieba? Ta historia powraca do mnie już któryś raz, w coraz to innym wydaniu, za każdym razem fascynuje mnie coraz bardziej.
Przejeżdżamy przez Grzybowszczyznę trzykrotnie, przeklinając nie pierwszy raz naszą mapę. Wieś kompletnie bez żywego ducha, nie widać ludzi, kur, nie ma w obejściach psów. W końcu naszym oczom ukazuje się cerkiew. Dziwne miejsce. Wymarła cerkiew w środku lasu, z bramą zamkniętą na kłódkę.


Płot obrośnięty młodniakiem tak szczelnie że prawie nie sposób przejść by dostać się do otwartej bramki od strony doliny.



Wiatr gwiżdże, drzewa trzeszczą a w powietrzu czuć dziwny klimat tej historii.












Historia proroka zaczyna się w latach przed I wojną św. W owym czasie grasował po okolicznych wsiach zbir Półtorak, którego nikt nie mógł pokonać. Wówczas Eliasz Klimowicz, niepiśmienny chłop z kolonii koło Grzybowszczyzny, udał się do Kronsztadu, gdzie mieszkał pewien pop-cudotwórca, aby prosić go o pomoc przeciwko bandziorowi. Okazało sie, że w tym czasie któryś z napadanych gospodarzy odważył się bronić i zbira zabił. Zamiast dziękować bohaterowi, miejscowa społeczność uznała to wydarzenie za dzieło Eliasza.
Jego sława wzrosła, gdy zaczął we wsi budować cerkiew za pieniądze z kwest oraz z innych, jemu znanych źródeł. Ludzie wysyłani przez Eliasza na kwesty do coraz dalszych zakątków Podlasia opowiadali niesamowite rzeczy o proroku Ilji z Grzybowszczyzny, który zszedł z nieba, o cerkwi, która jakoby sama wyrosła z ziemi i inne historie. Padały one na podatny grunt i przysparzały prorokowi wyznawców, schodzących się tłumnie na błogosławieństwa i rozgrzeszenia, między innymi do doliny za cerkwią, dziś porośniętej młodym lasem, nazwanej Doliną Jozafata, gdzie w tysiącach oczekiwali na zapowiadany przez proroka koniec świata."
Nieopodal cmentarz, dziwny taki, niby odwiedzany a jakby opuszczony, otoczony murkiem. Prowadzi do niego solidna brama. Otwieram, chłonę dziwny klimat tego miejsca. Groby stoją tylko na środku cmentarza, z tyłu pozostałości po starych nagrobkach, i bramka, prowadząca do lasu. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to że ścieżka do niej, pomimo gąszczu krzaków wyglądała na tłumnie uczęszczaną....


19 komentarze:
Dzięki za tę opowieść magiczną.
Przypomniałaś mi o miejscu w okolicach Krosna, które kiedyś odwiedziłam. Sentymentalnie przekopie zdjęcia po świątecznych Scrabblach.
Na ten poświąteczny czas i nadchodzący Nowy Rok
zdrowia i pomyślności
pozdrawiam
13ka
ps
skleroza ...
cudne zdjęcia :)
Opowieści z dreszczykiem emocji... Fajnie ,że masz aparat:)))W każdym rejonie Polski jest wiele zapomnianych miejsc do których warto wrócić i poznać ich historię(niekoniecznie w Święta:))
Najbardziej podoba mi się zdjęcie tych mokrych szybek, za którymi widać inne okno,szkoda że zdjęcie nie w pionie...i te oparte o mur krzyże...Gratuluję aparatu!
Fajne zdjęcia robisz. I historii opowiadasz. Dużo na tej ziemi ciekawego jest!
Wspaniałe,klimatyczne miejsca.Lubię takie,a szczególnie pokazane przez Ciebie stare,białe okiennice z mokrymi szybami.
Pozdrawiam!
M.
Piękna opowieść i piękne zdjęcia. Nie zdawałam sobie sprawy ze takie miejsca jeszcze istnieją.
Warto je odwiedzić może kiedyś i ja wybiorę się w te rejony.
Pozdrawiam
Niezwykłe, klimatyczne miejsce i ta historia...jeśli masz jeszcze coś w zanadrzu to ja chętnie poczytam i pooglądam:)
pozdrawiam!
na żubry pora dobra, ale jeśli nie ma śniegu to one są w lesie i nie wychodzą na pola, wiec ich nie spotkasz ich póki nie będzie mrozu i śniegu. Najlepsze sa pola z rzepakiem w okolicach Szudziałowa, Ostrówka, Krynek.
W lesie zobaczyć je o wiele trudniej.
a Grzybowszczyzna to wioska która żyje już prawie tylko latem.
cerkiew pozostaje niezmiennie magiczna bez względu na porę roku.
asia
Dzięki Asia! Właśnie te pola objeździliśmy. Niestety tak jak piszesz, mrozu brak, żubrów brak;]
Pozdrawiam
jeśli jest śnieg i mróz to można je spotkać nawet kilka metrów od szosy;) wiec aby do zimy;)
asia
Szczerze zazdroszczę i wyprawy i własnego aparatu...
Pozdrawiam M.
Zdjęcia przepiękna, opowieść emocjonująca:) Dobrze, że masz aparat:)
:D
Dziękuję za życzenia i Tobie również - spełnienia marzeń!
Ale piękna opowieść. Cudowne zdjęcia. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Umiesz opowiadać i ilustrować historię .Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
Ale wspaniale zdjecia. Uwielbiam takie niespodzianki na wycieczkach. Sciskam-Ag
Rzeczywiście bardzo ciekawe miejsce i równie ciekawie pokazane i opowiedziane przez Ciebie.Cudne zdjęcia!!!Pozdrawiam!!!
Jeśli chcecie spotkać żubry to w ostatnim tygodniu były widziane w pasie Jurowlany Sukowicze Harkawicze ok 70 sztuk
asia
Asiu, dzięki za info. Szkoda że tak zimno:( Jakbyś wiedziała coś jak się ciut ociepli to czekam na znak!
Pozdrawiam
Paulina
Prześlij komentarz